X Niedziela Zwykła (Rok B)

Moi drodzy,

Wysłuchaliśmy czytań w liturgii Słowa, aby otrzymać światło na nasze życie.

Te słowa mają nas oświecić, abyśmy zrozumieli sens wszystkiego, co się z nami i wokół nas dzieje, abyśmy dostrzegli, że nasze życie nie jest zbiorem przypadkowych zdarzeń, że ma sens, że ma z góry przewidziany cel.
Jest Ktoś, kto nas kocha i tłumaczy nam nasze życie, Ktoś, kto nas prowadzi i chce, abyśmy pozwolili się prowadzić.

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy jedno z najbardziej intymnych, osobistych i zadziwiających słów Jezusa. Jezus mówi, patrząc na nas siedzących tu i teraz, wokół Niego: „kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką” (w wersji Łukaszowej; „którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je”).
Jesteśmy rodziną Jezusa, jego duchowymi braćmi i siostrami.

Stajemy się nimi tym bardziej, coraz bardziej, im uważniej i z większą miłością słuchamy Jego słów, im posłuszniej i wierniej spełniamy Jego wolę.

Tutaj, moi drodzy, pojawia się słowo „rozeznanie”. Powinno ono być bliskie nam – dzieciom Bożym, ponieważ mówi o poszukiwaniu każdego dnia woli Bożej, o rozpoznawaniu Bożych natchnień, o naszej codziennej współpracy z Bogiem.

Lektura i rozmyślanie nad Słowem Bożym – jest rozeznawaniem.
Modlitwa, adoracja – jest rozeznawaniem
Codzienny rachunek sumienia – jest rozeznawaniem
Udział w sakramentach Eucharystii i pojednania – jest rozeznawaniem

Rozeznając, czyli wybierając to, co Boże, co lepsze – stajemy się domownikami Boga, Jego przyjaciółmi, Jego rodziną.

Papież Franciszek, jezuita, pięknie pisze o konieczności rozeznawania: „chodzi w nim o dostrzeżenie tajemnicy jedynego i niepowtarzalnego planu, jaki Bóg ma dla każdego (…) Stawką jest sens mojego życia wobec Ojca, który mnie zna i kocha, ten prawdziwy sens, dla którego mogę poświęcić me życie, a którego nikt nie zna lepiej niż On”.

Moi drodzy,

Nie sądźmy, że te sprawy są dla nas za trudne i odległe, zarezerwowane dla nielicznych. Rozeznawanie jest dla wszystkich dzieci Bożych „nie wymaga specjalnych zdolności, ani nie jest zastrzeżone dla najbardziej inteligentnych i wykształconych, a Ojciec objawia się z radością pokornym”.

„Dzisiaj szczególnie potrzebna jest postawa rozeznawania. Współczesne życie daje bowiem ogromne możliwości działania i rozrywki, a świat przedstawia je tak, jakby wszystkie były wartościowe i dobre. Wszyscy, ale szczególnie młodzi ludzie, są narażeni na nieustanny „zapping” [skakanie po kanałach]. Można poruszać się w dwóch lub trzech przestrzeniach jednocześnie i uczestniczyć w tym samym czasie w różnych wirtualnych wydarzeniach. Bez mądrości rozeznania, łatwo możemy stać się marionetkami, będącymi zakładnikami chwilowych tendencji”.

A więc pierwsza sprawa, do której musimy być przekonani i ją praktykować, to chrześcijańskie rozeznanie.
Jak mówi papież: „Jest to narzędzie walki, do lepszego podążania za Panem. Jest nam potrzebne zawsze: abyśmy byli zdolni do rozpoznawania czasów Boga i Jego łaski, abyśmy nie marnowali natchnień Pana, aby nie odrzucać Jego zachęty do rozwoju”.

I sprawa druga.

Dlaczego papież używa sformułowania „narzędzie walki”? Ponieważ mamy wroga: „Nie chodzi jedynie o walkę ze światem i mentalnością światową, które nas zwodzą, ogłupiają i sprawiają, że jesteśmy mierni, pozbawieni zaangażowania i radości. Nie ogranicza się też ona do walki z naszymi słabościami i skłonnościami (każdy ma własne: do lenistwa, pożądliwości, zazdrości, zawiści itp.). Jest to także ciągła walka z diabłem, który jest księciem zła”.

Nie można zrozumieć rzeczywistości bez uznania, że istnieje i działa w świecie osobowe zło. Nie na darmo Jezus polecił nam, abyśmy codziennie w Modlitwie Pańskiej prosili o wyzwolenie nas od jego dręczącego wpływu.
Istotnym elementem poważnego chrześcijańskiego życia jest konfrontacja z diabłem: „Ten, kto nie chce tego uznać, będzie narażony na porażkę lub miernotę”.

Jedną z najczęstszych taktyk złego ducha jest usypianie naszej czujności. Stąd w Piśmie Świętym tyle wezwań do czuwania, nie zasypiania.
Gdy nie czuwamy, nie badamy co jest od Boga a co nie, gdy nie unikamy wszystkiego, co ma choćby pozór zła – wpadamy w miernotę, w swego rodzaju duchowe ogłuszenie i odrętwienie. Nie czujemy, abyśmy dopuszczali się jakiś poważnych uchybień.

Papież pisze o takich uśpionych chrześcijanach:
„Ponieważ nie znajdują oni w sobie nic poważnego, co mogliby sobie wyrzucać, nie zauważają tej letniości, która stopniowo opanowuje ich życie duchowe, a ostatecznie marnują się i ulegają zepsuciu (…) Zepsucie duchowe jest jest gorsze niż upadek grzesznika, ponieważ polega ono na ślepocie wygodnej i samowystarczalnej, przy której w końcu wszystko zdaje się być dopuszczalne: oszustwa, oszczerstwa, egoizm i wiele subtelnych form skoncentrowania na sobie (…) W pewnym fragmencie Jezus przestrzegł przed tą zwodniczą pokusą, która sprawia, że popadamy w zepsucie: mówi o człowieku uwolnionym od diabła, który myśląc, że jego życie jest już czyste, w końcu został opętany przez siedem złych duchów. Inny tekst biblijny zawiera wymowny obraz: „pies powrócił do tego, co sam zwymiotował”.

Oby, do nikogo z nas, nigdy, nie odnosiły się te słowa.

Moi drodzy,

Nie jesteśmy stworzeni do obojętności, ale do miłości, nie do miernoty, ale świętości.