XI Niedziela Zwykła (Rok B)

Tej niedzieli chciałbym, abyśmy zatrzymali się na rozważaniu o Duchu Świętym.

Od adwentu minęło już dobre pół roku, a my powinniśmy iść drogą, jaką wyznacza nam program duszpasterski streszczony w haśle „Napełnieni Duchem Świętym”.

Wiemy, że dar Ducha Świętego otrzymaliśmy w sakramentach chrztu, bierzmowania i Eucharystii, tzw. sakramentach wtajemniczenia chrześcijańskiego. Bez Ducha Świętego nie sposób być chrześcijaninem. Każdy z nas otrzymał Ducha – zamieszkuje w nas i jest.

Rodzi się jednak pytanie: w jaki sposób przejawia się Jego obecność w naszym życiu – przecież nie na darmo, nie „dla ozdoby” otrzymaliśmy Go? Po co mam Ducha Świętego?

Po pierwsze: Duch Święty – jeśli rzeczywiście może w nas działać – wprowadza nas w relację miłości do Boga i jednocześnie do ludzi.
To jest Duch, który przekonuje nas w sercu i umyśle, że jesteśmy kochani przez Boga, że ta miłość jest zawsze większa niż sobie możemy wyobrazić, że jest bezwarunkowa i na zawsze.
Duch Święty nieustannie nas o tym zapewnia, ponieważ wiele razy czujemy się niekochani, jakby pozostawieni samym sobie.
Ważne jest przy tym, że do spotkania z Duchem Świętym może dojść jedynie na płaszczyźnie realnego życia, w konkretnych życiowych sytuacjach.
Dlaczego o tym wspominam? Otóż, ktoś stwierdził (bodajże św. Teresa), że trzy czwarte naszego czasu to plany, tęsknoty, a tylko jedna czwarta to fakty, to życie.
Chodzi o to, abyśmy spraw wiary , Pana Boga, nie przeżywali w przestrzeni pięknych pragnień i tęsknot, ale szukali Go w codziennym, realnym życiu.

Skoro Duch Święty jest Tym, który rozlewa w naszych sercach miłość Bożą, to zaraz za miłością między nami i Bogiem, idzie miłość do człowieka.

Najlepiej podać przykład właśnie z życia wzięty, aby uchwycić to działanie Ducha Świętego.

Na pewnych rekolekcjach młodzi ludzie zostali zaproszeni, aby podejść indywidualnie bardzo blisko Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, i napisać na karteczce jakieś zobowiązanie do uczynku miłości miłosiernej.

Pewien chłopak napisał:
„ Pierwszy raz w życiu jestem, Jezu, o metr od Ciebie, od Twojego Najświętszego Chleba. Nigdy tak blisko nie byłem. Jakby mi się wszystkie lampki zapaliły – tak mnie kochasz. Tyle razy o tym słyszałem i nagle wszystko stało się takie zwyczajne. Jeśli Ty tak bardzo mnie kochasz, ja również nie mogę inaczej… Mój tata zamiast nas kochać, prześladuje nas – pije, męczy mamę, siostrę, brata i mnie. Ale ja tak długo byłem niewierny. Za chwilę stąd odejdę – pójdę, uścisnę tatę i powiem, że go kocham”.

Jego świadectwo, dopisane później, brzmi tak:
„Pozwoliłem się Bogu kochać. Pozwoliłem Jezusowi. Powiedziałem: rób, co chcesz w moim sercu – ta Twoja miłość jest piękna. Kiedy powiedziałem mojemu tacie, że go kocham, staliśmy przytuleni i płakaliśmy długo. Stał się cud: tata, który był namawiany na leczenie już tysiąc razy, rano zgłosił się na terapię”.

Jeszcze inna notatka ze wspomnianych rekolekcji, tym razem dziewczyny:
„Nie rozmawiam z mamą od trzech miesięcy. Mama rozwala nam dom, chyba ma kogoś. Nie wiem, jak jej pomóc. Kłócę się z nią, walczę o rodzinę, ale nic z tego nie wychodzi. Teraz, Jezu, wrócę i niech się dzieje, co chce. Powiem jaj tak, jak Ty mi powiedziałeś: kocham cię mamo i proszę cię, żebyś nas kochała”.

To jest właśnie działanie Ducha Świętego! Ci młodzi ludzie otworzyli przed Nim swoje serca i zostali przekonani najgłębiej i najbardziej osobiście, że są kochani, i że oni także mogą kochać!
Jestem kochany w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczałem; i mogę kochać tak, jak nigdy wcześniej nie byłem w stanie.

Innym jeszcze przejawem działającego w nas Ducha Świętego jest uporządkowanie w życiu. Życie, w którym się zawracam. Życie, które jest prawdziwe do bólu.
Duch Święty sprawia, że Jezus jest „Numerem Jeden” i to na serio, nie tak pobożnościowo od niedzieli.

I znów posłużę się przykładem. Tym razem wziętym z naszych wielkopostnych rekolekcji.

W filmie Łukasza Palkowskiego „Najlepszy” (jest to prawdziwa historia Jerzego Górskiego, narkomana, który dzięki wytrwałej pracy nad sobą został mistrzem świata w podwójnym triatlonie) jest piękna scena, gdy główny bohater, będący już na odwyku w Monarze, przyjeżdża na przepustkę do domu. I przychodzi do niego dawny kumpel, wciąż aktywny narkoman, który chce się z nim spotkać. Jerzy mówi do matki, by go wytłumaczyła przed kolegą, że się nie spotkają, bo takie są zasady w ośrodku. „A kto to będzie wiedział, że je złamałeś”? – pyta matka. „Ja to będę wiedział”! – pada odpowiedź.

Otóż to! Ja będę wiedział, że moje życie jest niespójne, że jestem nieuczciwy, że jestem oszustem. Choćby inni tego nie zauważyli.

Prośmy Ducha Świętego, aby jego działanie objawiało się w naszym nawracającym się , porządkującym się życiu.

Bez Ducha Świętego nie jesteśmy w stanie tego przeprowadzić, i jeśli dziś jest tyle nieporządku, tyle udawania – to dlatego, że nie poddaliśmy jeszcze Jemu naszego serca.

Przyjdź Duchu Święty! Napełnij serca swoich wiernych, i zapal w nich ogień Twojej miłości!