XIV Niedziela Zwykła (Rok B)

Moi drodzy,

Dzisiejszą homilię chciałbym rozpocząć od pytania. Słowo Boże zadaje nam pytania.
Oczywiście, także obwieszcza, wyjaśnia, czasem pociesza albo napomina – ale także zadaje pytania.

– Kto z nas, zebranych tutaj w kościele, odebrał usłyszane Słowo Boże w ten sposób, że to on właśnie jest tym prorokiem, którego Bóg posyła, aby głosił Bożą wolę, Boże prawo?
– Więcej – jest jak Jezus, którego świadectwo o królestwie Bożym spotyka się z lekceważeniem, odrzuceniem?

Moi drodzy,

Jeśli jesteśmy chrześcijanami, to w Słowie Bożym powinniśmy zobaczyć nasze życie, naszą własną misję.
Słowo Boże to nie pobożny kościelny tekst, ale komentarz do naszego życia.
Pismo Święte to nie tylko historia proroków, apostołów, innych postaci biblijnych – ale to nasza historia, nasze sytuacje, nasze dylematy, nasze zwycięstwa i nasze porażki.

Często słyszymy, że Duch Święty tłumaczy nam Słowo Boże. W jaki sposób tłumaczy?
Po prostu ośmiela nas, abyśmy przyjęli, że to wszystko, o czym czytamy w Piśmie Świętym jest dla nas i o nas.
Najczęściej zaczynamy rozumieć, o co chodzi, przy lekturze psalmów. Jakże wielu chrześcijan czytając psalmy, modląc się psalmami, odkryło pewnego dnia: „to jest o mnie!” „właśnie to mi się przydarzyło!” „właśnie to teraz przeżywam!”.

Wracając do dzisiejszych czytań – kto z nas usłyszał w Słowie Bożym, że jest tym prorokiem – Ezechielem na dzisiejsze czasy?
Albo, Jezusem odrzuconym przez środowisko, które po prostu lekceważy chrześcijaństwo niczym niegroźną chorobę, nieszkodliwą przypadłość niektórych ludzi?

Czy poczułeś, czy poczułaś, w sercu tę szokującą prawdę, że twoja wiara w Boga jest dla wielu niedorzeczna, nawet śmieszna, lub po prostu bez znaczenia.
Poczułeś, że jesteś dinozaurem, alienem? Albo, katolickim oszołomem, katolem, którego trzeba trzymać na dystans?

Dzisiejsze Słowo Boże jest o pokusie zamknięcia ust, ukrycia się z Dobrą Nowiną w mysiej dziurze. O pokusie niezaczynania czegokolwiek w obawie przed porażką, przed odrzuceniem.

Boimy się odrzucenia. Tym bardziej nie chcemy sami narażać się na odrzucenie.

Moi drodzy,

Czy znamię chrztu, ta pieczęć, którą Chrystus wycisnął na naszych duszach na znak przynależności do Niego, jest dla nas znakiem Bożej godności, królewskości Dzieci Bożych?
Czy też może stało się piętnem, stygmatem, który chcielibyśmy ukryć przed światem?

Dla nas, uczniów Jezusa, istotne jest, aby być uczniami-misjonarzami, albo też uczniami-prorokami. To znaczy, aby na rożne sposoby – swoim życiem, ale także ustami – mówić światu: „Jezus jest Panem”.

Nie zamilknąć, niezależnie od tego z czym się spotkamy w tej misji. Parafrazując słowa z pierwszego czytania – czy będą nas słuchać, czy nie będą (a raczej nie będą), to jednak będą mieć świadomość, że są na świecie uczniowie Jezusa.

Ewangelia sugeruje nam jeszcze jedną trudność z jaką się spotykamy.

Tymi, którzy nas odrzucą, zignorują, wyśmieją nasze zaufanie Bogu, naszą wierność, będą ludzie z sąsiedztwa. Dadzą nam do zrozumienia: nie wygłupiaj się, nie wysilaj, przecież wiemy jaki jesteś, albo jaki byłeś. Poczekajmy, zobaczysz, że ci minie – jesteś taki sam jak my.

Obronić swoją wiarę, chrześcijańską nadzieję – to nasze zadanie na co dzień. Codziennie mamy pokusy, aby pójść na łatwiznę. Żyć w sposób, który będzie „do przyjęcia” dla tego świata. Tylko, że ta prawdziwa, pełna Ewangelia jest właśnie „nie do przyjęcia”.

Prośmy Ducha Świętego – Ducha mocy, miłości i trzeźwego myślenia:

Duchu Święty, uczyń z nas uczniów-misjonarzy!
Nie pozwól, abyśmy zamknęli usta z obawy przed odrzuceniem i wyśmianiem!
Bądź ogniem w naszych sercach!